Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Yacek z miasteczka Poczesna. Mam przejechane 40487.54 kilometrów w tym 13503.70 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 17.94 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 142558 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Yacek.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Maj, 2010

Dystans całkowity:895.73 km (w terenie 210.00 km; 23.44%)
Czas w ruchu:48:34
Średnia prędkość:18.44 km/h
Maksymalna prędkość:53.40 km/h
Suma podjazdów:4234 m
Liczba aktywności:10
Średnio na aktywność:89.57 km i 4h 51m
Więcej statystyk
  • DST 86.00km
  • Czas 04:18
  • VAVG 20.00km/h
  • VMAX 40.70km/h
  • Podjazdy 197m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Polska Egzotyczna - dzień trzeci

Poniedziałek, 31 maja 2010 · dodano: 23.06.2010 | Komentarze 1

Polska Egzotyczna - dzień trzeci

Po nocy pod dachem i porannych opadach deszczu wyjeżdżamy o jedenastej. Ponieważ prom w Długołęce nie kursował ze względu na wysoki poziom Wisły musieliśmy pojechać droga nr 79 do Zawidzy. Tam odbiliśmy na boczną drogę i przez Winiary Nowe i Bogorię wśród licznych sadów (niestety zalanych) ponownie wyjechaliśmy na krajówkę. Przejechaliśmy nią Wisłę i skierowaliśmy się do Baranowa Sandomierskiego. Pogoda sprzyjała a sam pałac zrobił na nas olbrzymie wrażenie. Jedząc na rynku drugie śniadanie spotkaliśmy księdza, który też jest pasjonatem roweru. Polecił nam inną trasę niż pierwotnie planowaliśmy. Z Baranowa wyjechaliśmy do Majdanu Królewskiego. Jechało się bardzo przyjemnie a ruch był minimalny. Zrobiliśmy sobie tu małą przerwę na lody, po czym pojechaliśmy dalej do Bojanowa. Po drodze towarzyszył nam poligon. Od pewnego czasu towarzyszyła nam też potężna chmura ale na szczęście udawało się jej unikać. Do czasu. Dopadła nas już w miejscowości Jeżowe a więc pod koniec dzisiejszej trasy. Tylko 2 kilometry od miejsca noclegu. Ponieważ jednak lało solidnie to siedzieliśmy na przystanku. Jak trochę przestało pojechaliśmy dalej. Nocleg na plebani. A i wiadomość dla potencjalnych wyprawowiczów. U księdza na plebani w Baranowie nocleg za darmo gwarantowany.

Na rynku w Baranowie Sandomierskim © Yacek


Zamek w Baranowie Sandomierskim © Yacek


A może by tak zakończyć tę wycieczkę © Yacek


Fragment parku geometrycznego w Baranowie Sandomierskim © Yacek


Fajny zegar © Yacek


Wewnętrzny dziedziniec zamku w Baranowie Sandomierskim © Yacek


Ładny nieprawdaż? © Yacek


Baranów Sandomierski © Yacek


Zamek w Baranowie Sandomierskim w całej krasie © Yacek





  • DST 112.77km
  • Teren 15.00km
  • Czas 06:20
  • VAVG 17.81km/h
  • VMAX 46.80km/h
  • Podjazdy 530m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Polska Egzotyczna - dzień drugi

Niedziela, 30 maja 2010 · dodano: 23.06.2010 | Komentarze 1

Polska Egzotyczna - dzień drugi

Na dzisiejszy dzień zapowiadano burze i ulewy. Pogoda się oczywiście nie sprawdziła. Było ciepło tylko wiatr zmienił się na wschodni co nieźle dało nam
w kość. Przed dziewiątą wyruszamy. Nasz cel na dzisiaj - Osiek. Kolega ma tam rodzinę. Zanosi się więc na darmowy nocleg i to pod dachem. Z Polichna przez las paskudną drogą jedziemy do miejscowości Sadek. Teraz około 8 kilometrów zjazdu. W Chrobrzu oglądamy pałac Wielopolskich i kościół. Potem przez Nidę, która rozlała się szeroko na okoliczne łąki, do Gacek. Znajdują się tam zakłady "Dolina Nidy" znane ze swych wyrobów w całej Polsce. Tu też zaczynają się pierwsze górki. Znowu jest ciężko. Zjeżdżamy też z asfaltu i jedziemy szutrówką do Mierzęcina a stamtąd asfaltem do Buska - Zdroju. Zaliczamy tu oczywiście park zdrojowy i łazienki. Dalej kierujemy się drogą krajową do Broniny. Szerokie pobocze ułatwia jazdę choć ruch nie jest duży (niedziela). Z ulgą jednak opuszczamy krajówkę i jedziemy do Widuchowej. Najpierw długo pod górkę potem jeszcze dłużej w dół. W Palonkach - sporej wsi skręcamy na Bosowice i Kargów. Fantastycznymi drogami z niewielkim ruchem samochodowym docieramy do Wierzbicy. Potem przez Grzybów (kopalnia siarki) dojeżdżamy do drogi wojewódzkiej, którą docieramy do Staszowa. A właściwie ja docieram bo kolega jest z tyłu. Tu się gubimy. On jedzie prosto do rodziny , ja obejrzeć Staszów. Potem do Osieka. Tu okazuje się że kolega jest dopiero w połowie drogi. Czekam więc na niego, po czym wspólnie jedziemy do rodziny. Tu wiadomo, długie Polaków rozmowy a potem spać.


Staszowski rynek © Yacek


Na Staszowskim ratuszu © Yacek


Na Staszowskim ratuszu © Yacek





  • DST 147.81km
  • Teren 10.00km
  • Czas 08:20
  • VAVG 17.74km/h
  • VMAX 53.40km/h
  • Podjazdy 1051m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Polska Egzotyczna w 25 dni - Dzień pierwszy

Sobota, 29 maja 2010 · dodano: 23.06.2010 | Komentarze 1

Polska Egzotyczna - dzień pierwszy

Jest sobota 29 maja. Razem z kolegą Witkiem rozpoczynamy naszą wyprawę. Pierwotnie wyjazd miał się rozpoczynać na stacji PKP Kraków Płaszów a kończyć w Częstochowie, ostatecznie jednak zdecydowaliśmy się na wariant odwrotny. Co zdecydowało? Oczywiście powódź na południu kraju. Umawiamy się w Lelowie na spotkanie i tam też spotykamy się około 10.30. Jedziemy w kierunku Pilicy (miasteczka). Jedzie się ciężko. Ciągłe zjazdy i podjazdy. W Sierbowicach skręcamy kierując się na Książ Wielki. Oglądamy tam Zamek na Mirowie (ja już tam byłem - wpis z 17 kwietnia 2010 roku - potem dalej do Książa Małego. Tu miał być koniec na dzisiaj ale że jeszcze wcześnie jedziemy dalej pokonując po drodze fantastyczne asfalciki. Etap ten zakończyliśmy we wsi Polichno. Rozbijamy się na łące za ostatnimi zabudowaniami wsi.




  • DST 104.40km
  • Teren 10.00km
  • Czas 04:30
  • VAVG 23.20km/h
  • VMAX 38.60km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 356m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do kumpla

Środa, 26 maja 2010 · dodano: 26.05.2010 | Komentarze 3

Miałem dzisiaj ważną sprawę do załatwienia. Po telefonie do kolegi siadłem więc na rower i tak trochę niepewnie jadę do Panek. Niepewnie bo zapowiadali deszcz a nie chciało mi się moknąć, szczególnie jadąc tam. Jeśli już moknąć to lepiej w drodze powrotnej. Na szczęście nie padało a po sprawdzeniu prognozy u kolegi humor jeszcze mi się poprawił bo i po południu raczej padać nie powinno, stąd postanowiłem wracać do domu trochę dłuższą drogą. Wracałem zadowolony bo w GPS-ie są już uaktualnione mapy (dzięki Krzysiu, co ja bym bez Ciebie zrobił). Trochę po lesie, większość po asfaltach. Za to po takich gdzie ruch był znikomy. Szczególnie polecam odcinek nowej drogi łączącej miejscowości Koski I i Koski II. Fajny wąski asfalcik prowadzący przez las. Naprawdę super. Coś nowego jest też w Węglowicach. Jakiś czas temu chciałem tam przejechać skrótem przez las i wpakowałem się w takie błoto że głowa boli, teraz jest tam fajna szutrówka. Sęk w tym że nie wiem jak daleko prowadzi a nie miałem czasu sprawdzić. Trzeba będzie tam wrócić. Przejechałem sobie też przez teren gdzie w 2008 roku przeszła trąba powietrzna i zniszczyła całkowicie wieś Kalina. Obecnie ślady po trąbie widoczne są ciągle w lesie, wieś już się odbudowała. W Konopiskach z kolei jest piękna aleja lipowa. Choć aleja to może za dużo powiedziane. Po jednej stronie drogi rośnie kilka potężnych drzew. Teraz w zieleni robią niesamowite wrażenie. Reszta to dojazd do domu. No może jeszcze w Kotarni w stawie miałem przyjemność posłuchać żabich godów. Ale się darły. Wygląda na to że potomstwo będzie bardzo liczne.

Ciekawa kapliczka w cieniu wiekowych lip z 1895 roku © Yacek


Niby aleja lipowa w Konopiskach © Yacek


Tu rechot żab był niesamowity © Yacek


Tak sobie płynie Konopka © Yacek





  • DST 157.77km
  • Teren 20.00km
  • Czas 07:44
  • VAVG 20.40km/h
  • VMAX 41.50km/h
  • Podjazdy 573m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zielony wierzchołek Śląska

Poniedziałek, 24 maja 2010 · dodano: 24.05.2010 | Komentarze 6

W ramach zielonego wierzchołka Śląska odbyła się druga z cyklu ośmiu zaplanowanych wycieczek. Tym razem dookoła gminy Lipie. Początek o 10-tej więc przed ósmą wskakuję na rower i ruszam bo dojazd do Lipia to około 60 kilometrów. Kilka minut po dziesiątej jestem na miejscu. Wraz ze mną około 50 osób. Słuchamy opowieści wójta na temat historii (tej dalszej i tej bliższej) Lipia i okolicznych miejscowości. Poganiamy go trochę bo strasznie się rozgadał a pogoda niepewna. Po chwili ruszamy w trasę. Cel pierwszy - dwór w Lipiu

Dwór w Lipiu © Yacek

Dwór w Lipiu od tyłu © Yacek


W Parzymiechach, miejscowości znanej z Centrum Terapii Uzależnień, należącej kiedyś do rodziny Walewskich (stamtąd wywodziła się Maria Walewska - kochanka Napoleona) oraz Potockich oglądamy pomnik ofiar II wojny światowej. Niemcy zamknęli tam w pustej stodole około 200 osób a następnie wrzucili do środka granat jednocześnie strzelając do tych Polaków, którzy wydostali się z płonącego budynku.

Pomnik ofiar II wojny światowej w Parzymiechach © Yacek


Teren, na którym obecnie znajduje się Ośrodek Terapii Uzależnień to obszar dawnych włości Walewskich i Potockich. Stał tam kiedyś piękny pałac a otaczał go duży park. Dziś po pałacu nie ma śladu a park jest zaniedbany. Zobaczyć w nim jednak można wiele ciekawych drzew m. in. tulipanowca amerykańskiego. Teren Ośrodka jest niedostępny dla zwiedzających, dla nas jednak uczyniono wyjątek.

Miniatura Pałacu w Parzymiechach © Yacek


Jedna ze ścieżek prowadzących przez park w Parzymiechach © Yacek


Po drodze do rezerwatu przyrody "Szachownica" zerknęliśmy jeszcze na rezerwat "Stawiska". Znajdują się w nim potężne, liczące od 400 - 600 lat dęby. Niestety nie mogliśmy wejść do środka ze względu na podmokły teren, szczególnie teraz po ostatnich opadach. Kulminację wycieczki stanowiła wizyta w Szachownicy. Nazwa nadana została przez jej odkrywcę, któremu korytarze przecinające się często pod kątem prostym skojarzyły się właśnie z szachownicą (sam był miłośnikiem szachów). Jest to też miejsce gdzie zimuje największa ilość nietoperzy w Polsce w warunkach naturalnych.

Droga do Szachownicy © Yacek


Główne wejście do Szachownicy © Yacek


Fragment wapiennego wzgórza (Góry Krzemiennej), w którym znajduje się Szachownica © Yacek


Z Góry Krzemiennej © Yacek


Kolejną ciekawostką był nieczynny wapiennik koło miejscowości o tej samej nazwie. Ciekawostką może być fakt że niedaleko rezerwatu "Węże" znajduje się jedyny, czynny obecnie wapiennik, w którym wytwarza się wapno wg starej receptury. Oczywiście jest on częściowo zmechanizowany a to, że ciągle funkcjonuje zawdzięcza wysokiej jakości wytwarzanego wapna. Odbiorców ma w całej Polsce, szczególnie wśród ogrodników.

Nieczynny wapiennik © Yacek


Potem jeszcze do Dankowa obejrzeć ruiny zamku Warszyckiego i wreszcie na zasłużony posiłek do Lipia. Skosztowaliśmy tu pysznego żurku i ciasta a potem już droga powrotna do domu.
Muszę przyznać że te wycieczki są świetnie zorganizowane. Niedługie, a więc dla każdego, prowadzone tempem spacerowym. Przewodnicy wyposażeni w odpowiednią wiedzę. Widać, że organizatorom zależy na pozytywnym odbiorze.





  • DST 53.96km
  • Teren 18.00km
  • Czas 03:12
  • VAVG 16.86km/h
  • VMAX 39.30km/h
  • Podjazdy 164m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jak tam na zalewie

Czwartek, 20 maja 2010 · dodano: 20.05.2010 | Komentarze 4

Od kilku dni w moim rejonie sytuacja na Warcie nie wygląda za ciekawie. Zalew w Poraju jest przepełniony, stąd ogromna ilość wody przedostaje się do rzeki poniżej zalewu, a to z kolei skutkuje zalaniem sporej liczby domów i zabudowań gospodarczych.U mnie najgorzej było we wtorek, kiedy woda zalała drogę i most został zamknięty (na szczęście na krótko). Teraz jest już wyraźnie lepiej dlatego postanowiłem przejechać się nad zalew w Poraju aby zobaczyć jak tam wygląda sytuacja. Od miejscowych wiem że poziom wody w zbiorniku , w jego północnej części a więc przy tamie, obniżył się o około 20cm. W części południowej wody jest już mniej około metra. Jeśli nie zacznie na nowo padać będzie tylko lepiej.
Mimo wszystko zalane są te tereny zalewu, które nigdy jeszcze zalane nie były. Ludzie z obawą chodzą po wałach bo tuż za nimi mają swoje domy. Mam nadzieję że najgorsze mamy za sobą.


Poziom wody na zalewie jest w dalszym ciągu bardzo wysoki © Yacek


Wały jednak trzymają © Yacek


Ale drogę częściowo zalało © Yacek


Tu nie było wody nawet 13 lat temu © Yacek





  • DST 92.06km
  • Teren 39.00km
  • Czas 05:03
  • VAVG 18.23km/h
  • VMAX 43.90km/h
  • Podjazdy 505m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na marathonach

Sobota, 15 maja 2010 · dodano: 15.05.2010 | Komentarze 3

Kilka dni temu przyszły nowe opony - Schwalbe Marathon XR, dlatego dzisiaj postanowiłem je przetestować. Zaliczyłem właściwie wszystkie rodzaje nawierzchni od piachu po asfalt i wcale takie rewelacyjne te opony nie są. Na asfalcie owszem jadą dobrze, podobnie na szutrach za to w terenie, nawet lekkim, nie sprawdzają się w ogóle. Wiem oczywiście że nie są to opony dedykowane w teren ale nawet na asfalcie o mało bym dzisiaj nie leżał. Wystarczyła niewielka ilość piachu na skraju drogi. Przy tej cenie nic rewelacyjnego. Dużo lepiej oceniam swoje dotychczasowe opony Ritchey Innovader, na których przejechałem do tej pory około 15 tysięcy kilometrów a jeździłem na nich po bardzo różnych drogach.
Tyle o moim nowym nabytku. Pora na wycieczkę. Po wyjściu z domu od razu zagłębiłem się w las i pojechałem do Olsztyna. W barze u kota nie było nikogo pojechałem więc dalej.Po chwili znowu w teren do Zrębic. Tam asfaltem do Biskupic i Zaborza i znowu w teren do Przybynowa. Ten odcinek był bardzo piaszczysty ale jakoś dałem radę. Krótki postój przy kościele. Ponamyślałem się tam trochę gdzie jechać. Padło na Żarki Letnisko. Fajnym asfaltem, na dodatek lekko z górki pojechałem w kierunku miejscowości Masłońskie Natalin. Po drodze skręcam w lewo i przez Kępinę i Józefów docieram do Żarek a stamtąd przez Nadwarcie do Lgoty Górnej. Chciałem sprawdzić czy zrobiono coś z polną drogą, którą od czasu do czasu jeździłem. Zrobiono. Teraz jest to fajna szutrówka. Z Lgoty Górnej kieruję się do Koziegłówek i Koziegłów. Nie zatrzymuję się tam wcale tylko przecinam trasę DK-1 i jadę do Wylągów. I tam również powstała nowa szutrówka łącząca je z Gniazdowem. Korzystam więc z okazji i tam właśnie ląduję. W Gniazdowie jest ciekawy kościół Mariawitów - niestety było akurat jakieś nabożeństwo więc nie wypadało przeszkadzać. Pojechałem więc dalej do miejscowości Mzyki - oczywiście drogą przez pola z ogromną ilością piachu i równie ogromnymi kałużami. Wody miejscami było po piasty. Z Mzyków tzw. polskich bo są niedaleko jeszcze śląskie, pojechałem do Czarnego Lasu a stamtąd przez Niegolewkę dawnym traktem granicznym z czasów zaborów, do Kozłowca. Końcówka to już kilkunastokilometrowy dojazd do domu.
W lasach i na polach masa wody. Przyjechałem totalnie brudny - jechałem bez błotników. Ale po tylu dniach postu na skutek deszczowej pogody, trzeba było trochę poszaleć. I to się udało.


Widok z czerwonego szlaku rowerowego © Yacek


Skałka zwana Cegielnią © Yacek


Taka fajna, kręta droga przez las © Yacek


Kładka na Warcie łącząca Nadwarcie z Żarkami Letniskiem © Yacek


Staw przy polnej drodze łączącej Czarny Las z Siedlcem Dużym © Yacek


Zarastający staw © Yacek


Tą drogą biegła w czasie zaborów granica między Prusami a Rosją (na wprost). W prawo do Siedlca Dużego w lewo do Czarnego Lasu. Na tym skrzyżowaniu leśnych duktów było przejście graniczne © Yacek


Taka ładna, leśna dolinka w okolicach Kozłowca © Yacek


Ta sama dolinka © Yacek





  • DST 46.85km
  • Teren 40.00km
  • Czas 03:20
  • VAVG 14.05km/h
  • VMAX 40.00km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Podjazdy 200m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z córką

Sobota, 8 maja 2010 · dodano: 08.05.2010 | Komentarze 7

Zaplanowałem sobie dzisiaj długi, samotny wypad. Niestety, te plany skutecznie pokrzyżowała mi córka, bo uznała ze dzisiaj jedzie ze mną. No cóż, pozostawało tylko skrócić trasę tzn. jechać w nieodległe okolice. Tak też robimy. Trasa nie była długa ale na pewno ambitna z wieloma podjazdami, także terenowymi. Większość trasy w terenie. Najpierw pojechaliśmy sobie lasem do rezerwatu przyrody "Zielona Góra". Na szczycie wapienne skałki a w nich z jednej strony schronisko skalne, z drugiej jaskinia, kawałek dalej skała "Kowadło i super punkt widokowy. A wokoło piękny, bukowy las i wszechobecna zieleń. Aż się nie chciało jechać dalej. Ale jednak trzeba ruszać w dalszą drogę. Zjeżdżamy i kierujemy się w Góry Towarne. Córka wybiera oczywiście trudniejszy wariant wjazdu. Tata musi wnieść oba rowery.
Ale na górze rewelka. Siadamy na skałkach i chłoniemy promienie słoneczne tym bardziej że ukryci za nimi nie czujemy chłodnego, północnego wiatru. A widoki! Z jednej strony zamek i kościół w Olsztynie, dalej Sokole Góry, na północy Częstochowa a dookoła "morze" lasu. Tym razem też nie chciało nam się ruszać. Ale siła wyższa. Siadamy i jedziemy. Na rynku w Olsztynie zjadamy lody a potem przez Ostrówek (to taka górka k/Olsztyna, z której roztacza się ładny widok na zamek, Biakło, Lipówki, i Sokole Góry) i rowerostradą do Kręciwilka. Potem nad Wartę - mijamy tutaj kilka starorzeczy - i szlakiem rowerowym do domu.
Niby blisko a dzięki córce dotarłem w takie miejsca, w których jeszcze nie byłem. Być może było to za blisko domu.


Na początek woda i las © Yacek


W tunelu zielonych liści © Yacek


W rezerwacie "Zielona Góra" © Yacek


Na punkcie widokowym © Yacek


W Górach Towarnych © Yacek





  • DST 73.73km
  • Teren 38.00km
  • Czas 04:15
  • VAVG 17.35km/h
  • Podjazdy 658m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dwa zamki

Poniedziałek, 3 maja 2010 · dodano: 03.05.2010 | Komentarze 1

Po dwóch dniach wkurzania się na pogodę wreszcie siadłem na rower i pojechałem trochę dalej. To znaczy nie za daleko bo tylko Do Bobolic i Mirowa ale jak to mówią "lepszy rydz niż nic". Jadąc przez Zaborze podjechałem nad zalew w tej miejscowości. Teraz jest to właściwie tor dla quadów (wody brak). Gdy wyjechałem na asfalt spotkałem 4 rowerzystów, którzy zmierzali do Bobolic i Mirowa. Dalszą drogę pojechaliśmy więc razem. Przez Suliszowice do Czatachowej z pustelnią, która jest nią obecnie tylko z nazwy. Potem kawałek oddzielnie (ja terenem, koledzy po asfalcie). Ponownie spotykamy się w Moczydle i wspólnie pedałujemy do Bobolic. Teraz grzędą mirowską do Mirowa a potem ... się rozstaliśmy. Koledzy do Myszkowa a ja znów terenem przez Rachwalec do Żarek i Wysokiej Lelowskiej. W tej ostatniej miejscowości znowu w teren i nim do Choronia a potem przez Dębowiec do domu. Będąc już niedaleko domowych pieleszy wjechałem jeszcze w miejsce, które odwiedzam, gdy chcę posiedzieć w ciszy i spokoju. Jakież było moje zdumienie gdy w zamaskowanym gałęziami samochodzie zobaczyłem strażników leśnych. Zresztą oni też byli zaskoczeni moim widokiem. Trochę sobie poleżałem na, tak na ambonie myśliwskiej a potem już bezpośrednio do domku na spóźniony obiadek.

Zamek w Bobolicach © Yacek


Zamek w Bobolicach © Yacek


Tak wygląda obecnie zalew w Zaborzu © Yacek


Pustelnia w Czatachowej © Yacek


Pustelnia w Czatachowej - opis © Yacek


Taka dróżka przez łąki i pola © Yacek


500letnia lipa "Babka" © Yacek


Zrewitalizowany rynek w Żarkach (w tle kościół) © Yacek


Dawna synagoga w Żarkach © Yacek


Kościółek św. Barbary w Zarkach © Yacek


Kościółek św. Barbary - opis © Yacek


Kapliczka przy dawnym trakcie z Wysokiej Lelowskiej do Żarek Letniska (podobno w tym właśnie miejscu zamordowano człowieka) © Yacek


Taki mały strumyczek © Yacek


Kaczeniec albo Knieć błotna © Yacek


A to zawilce gajowe © Yacek


To jest Czarka © Yacek


To moje miejsce do odpoczynku. © Yacek


Łatwo tu o zwierzynę bo przychodzi do wodopoju © Yacek





  • DST 20.38km
  • Teren 20.00km
  • Czas 01:32
  • VAVG 13.29km/h
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Koło domu

Niedziela, 2 maja 2010 · dodano: 02.05.2010 | Komentarze 2

Tak liczyłem na ładny, majowy weekend. Niestety się przeliczyłem. Zaplanowany miałem rodzinny wyjazd na zachód coby trochę pojeździć na rowerach z najbliższymi. Pech chciał, że w sobotę padało, w niedzielę to samo. Mało mnie nie rozerwało. Co z tego że przestało padać popołudniu jeśli na wyjazd rodzinny było już za późno. Pojechałem więc na krótki spacerek w okolicach domu. Najpierw "Zapadliska" - użytek ekologiczny, gdzie od kilku lat gniazdują żurawie. Wcześniej nie było ich w mojej okolicy. A dzisiaj szalały. Można by było zrobić świetne zdjęcia gdyby tylko sprzęt na to pozwalał. Spotkałem też lisa, jelonka i parę sarenek. Jest tam taka fajna ambona, z której można swobodnie oglądać zwierzęta. Po jakimś czasie pojechałem dalej dróżkami, które w części trzeba było pokonywać nie rowerem ale z rowerem. Nie obeszło się bowiem bez noszenia. Nie wszystko jeszcze uprzątnęli. Jeszcze tylko koło ośrodka "Monaru" do Osin zobaczyć łabędzie. Posyczały trochę - pewno głodne były a ja nie miałem im co dać). Potem znowu pomału ciągle lasem do domu.

Te są jeszcze nieoznakowane © Yacek


Zapadliska - użytek ekologiczny. Tu gniazdują żurawie. © Yacek


Kategoria Ze zdjęciami