Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Yacek z miasteczka Poczesna. Mam przejechane 40487.54 kilometrów w tym 13503.70 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 17.94 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 142558 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Yacek.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

Polska wschodnia

Dystans całkowity:2950.33 km (w terenie 25.00 km; 0.85%)
Czas w ruchu:168:06
Średnia prędkość:17.55 km/h
Maksymalna prędkość:54.30 km/h
Suma podjazdów:15261 m
Liczba aktywności:25
Średnio na aktywność:118.01 km i 6h 43m
Więcej statystyk
  • DST 161.49km
  • Czas 09:46
  • VAVG 16.53km/h
  • VMAX 44.70km/h
  • Podjazdy 1469m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Polska Egzotyczna - dzień dwudziesty piąty

Wtorek, 22 czerwca 2010 · dodano: 29.06.2010 | Komentarze 4

Polska Egzotyczna - dzień dwudziesty piąty

dzień pierwszy
dzień drugi
dzień trzeci
dzień czwarty
dzień piąty
dzień szósty
dzień siódmy
dzień ósmy
dzień dziewiąty
dzień dziesiąty
dzień jedenasty
dzień dwunasty
dzień trzynasty
dzień czternasty
dzień piętnasty
dzień szesnasty
dzień siedemnasty
dzień osiemnasty
dzień dziewiętnasty
dzień dwudziesty
dzień dwudziesty pierwszy
dzień dwudziesty drugi
dzień dwudziesty trzeci
dzień dwudziesty czwarty
dzień dwudziesty piąty

Dzisiaj w odróżnieniu od dwóch poprzednich dni nie padało. Zbieram się więc dość wcześnie i jadę. Cel ambitny - dom. Przez Gdów przemykam szybko, zaraz za nim zaczynają się solidne górki. Około 9 - tej jestem w Krakowie. Postanawiam dojechać do stacji PKP Kraków Płaszów aby symbolicznie zakończyć tam wyprawę. Potem przedzieram się przez Kraków do Giebułtowa a stamtąd do Ojcowskiego Parku Narodowego. Następnie przez Sułoszową do Olkusza skąd pojechałem drogą wojewódzką do Ogrodzieńca i Zawiercia. Gdy zobaczyłem tam tablicę "Poczesna -38km" poczułem się jak w domu. W Myszkowie zjechałem na boczną drogę i przez Żarki Letnisko i wzdłuż zbiornika w Poraju dotarłem do domu.

Podsumowując:
Przejechałem łącznie 2950 kilometrów, pokonując średnio na dzień 108 km. Przewyższenie wyniosło w sumie 15340 metrów, z czego większość to oczywiście góry i Suwalszczyzna. Zobaczyłem kawał przepięknej Polski i każdemu polecam taki wypad. Pogoda dopisywała z małymi wyjątkami ale to nic takiego. Sprzęt spisywał się wyśmienicie. Zero jakichkolwiek, najdrobniejszych nawet awarii. Rower to Author Basic z oponami 1,6.




Właśnie wjeżdżam do grodu Kraka © Yacek


Pierwsza wapienna skalka na mojej dzisiejszej trasie - to już OPN © Yacek


To też OPN © Yacek


I tutaj też OPN © Yacek


I na koniec standard © Yacek




  • DST 121.42km
  • Czas 06:54
  • VAVG 17.60km/h
  • VMAX 54.30km/h
  • Podjazdy 1225m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Polska Egzotyczna - dzień dwudziesty czwarty

Poniedziałek, 21 czerwca 2010 · dodano: 29.06.2010 | Komentarze 1

Polska Egzotyczna - dzień dwudziesty czwarty

Obudziłem się rano i od razu poszedłem zobaczyć co z moim towarzyszem. Był. Leżał przy drzwiach. Po przygotowaniach wyjeżdżam w lekkim deszczyku około 9-tej. Piesek biegnie za mną. W Uściu Gorlickim poszedłem na komendę żeby coś z nim zrobić. Tu wielkie podziękowania należą się panu policjantowi (Pawełczykowi?) za szybkie działania, dzięki czemu spędziłem tam jedynie 1,5 godziny. Piesek został zamknięty w kojcu a ja mogłem jechać dalej. Pojechałem do Ropy. Tam miałem jechać drogą krajową ale ruch był za duży, droga wąska. Dlatego pojechałem przez Gródek. Najpierw 2 kilometry ostrego podjazdu, potem zjazd. Wyjechałem jednak na krajówkę bo inaczej się nie dało i pojechałem do Grybowa. Po drodze widoczne ślady po powodzi. Potem znowu w górę do Krużlowej. Następnie bardzo ostry podjazd do Mogilna. Zresztą cała dzisiejsza trasa jak na huśtawce. Planowałem przeprawić się promem przez Jezioro Rożnowskie. Niestety prom nie działał z tych samych powodów co wcześniej na Bugu. Dlatego Dunajec musiałem pokonać mostem co wiązało się z przejazdem kilku kilometrów drogą krajową. Jadąc nią doszedłem do wniosku, że połowa polskich kierowców to potencjalni zabójcy. Na szczęście w Tęgoborzu zwiałem na boczną drogę. Oczywiście od razu zaczęły się podjazdy. Za to w Rozdzielach trafiłem na kapitalny zjazd. Tak kapitalny że aż musiałem wracać bo się trochę zapędziłem i przegapiłem zjazd. Teraz znowu do góry ostrym i długim podjazdem ale za chwilę czekał mnie kolejny super zjazd asfaltową dróżką. Trzeba jednak uważać bo można spaść z uszkodzonej skarpy do rzeki. Po dotarciu do Trzciany zacząłem rozglądać się za noclegiem. Pojechałem jednak dalej bo dobrze się jechało - do Łapanowa. Jest tu ciekawy pomnik na rynku. Noclegów tam nie było, więc pojechałem sobie do Zagórzan. Pomyślałem że nazwa miejscowości musi mieć swoje uzasadnienie. I tak też było. Najpierw 7% podjazd, potem 8% zjazd, potem znowu 8% podjazd i wreszcie Gdów. Tu znalazłem nocleg. Jutro, mam nadzieję, będę w domu.

Cerkiew w Kwiatoniu © Yacek


Cerkiew w Kwiatoniu © Yacek


Wnętrze cerkwi w Kwiatoniu © Yacek


Zerwana kładka © Yacek


A to jej resztki © Yacek


Ciekawy kościół koło zerwanej kladki © Yacek





  • DST 102.94km
  • Czas 06:24
  • VAVG 16.08km/h
  • VMAX 53.40km/h
  • Podjazdy 1078m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Polska Egzotyczna - dzień dwudziesty trzeci

Niedziela, 20 czerwca 2010 · dodano: 28.06.2010 | Komentarze 2

Polska Egzotyczna - dzień dwudziesty trzeci

W Komańczy całą noc lało. Ja jednak już o 7-ej byłem gotowy do wyjazdu. Przy okazji pozdrawiam Anię i ..., których poznałem w schronisku a którzy pieszo szli głównym szlakiem beskidzkim. Około 9-tej zrobiło się lepiej. Przestało padać więc w drogę. Oczywiście od razu podjazdy, ale asfalt był przyzwoity, problemów więc nie było. No może poza jedzeniem bo znowu wczoraj nie zrobiłem zakupów i trochę w brzuchu burczało. Myślę, będzie sklep, to coś kupię. Sklep był ale dopiero po 40 kilometrach, w Tylawie. Po drodze ładne cerkwie i widoki. Z Tylawy do Mszany droga tragiczna, później było lepiej. Do wsi Polany świetny, długi zjazd. Potem Krempna, Kotań i Świątkowa Wielka. I właśnie tutaj zaczęła się moja niesamowita przygoda. Dlaczego niesamowita? Otóż zaatakował mnie śliczny owczarek niemiecki. Po chwili jednak przestał szczekać a zaczął biec obok mnie. I tak znalazłem towarzysza podróży. Po chwili asfalt się skończył a zaczęło się coś co drogi na pewno nie przypominała. Najprawdopodobniej istniała tam kiedyś brukowana droga o czym świadczyły jej pozostałości, a także piękne, stare świątki. Teraz jednak nie nadawała się nie tylko do jazdy ale nawet do pchania roweru. Piesek mnie jednak zachęca więc brnę dalej. I nagle "drogę" przecina potoczek, który do tej pory płynął z lewej. Piesek przeszedł więc i ja ściągam buty, sakwy i trzy razy pokonuję strumień. Potem się ubieram i ... po 50 metrach potok znowu wraca na lewo. Znowu się rozbieram i dalej. Potem już się nie ubierałem. Jeszcze kilka razy pokonuję potoczek. Buty leżą na sakwach choć i tak są całe mokre, podobnie skarpetki, a ja brnę na bosaka. Potok zostawiam z boku a sam pcham rower pod górę w trawie po pas. Wreszcie z ulgą dostrzegam trochę światła. Jestem na przełęczy Majdan. Tam okazuje się, że skarpety zostały gdzieś po drodze. Buty zakładam na gołe nogi i w dół szutrówką. Ale mi zimno. Zatrzymuję się więc i zakładam suche skarpety, potem ponownie zjeżdżam. Trafiam do Bartnego. Wreszcie też pojawia się asfalt. Znowu cerkwie. Nie zatrzymałem się w Bartnym na kwaterze bo było za wcześnie ale wkrótce zaczynam tego żałować. Jest mi zimno. Zakładam coś cieplejszego i jadę dalej. Dojeżdżam do Małastowa ale i tam pustki. Pnę się więc serpentynami. Na przełęczy cmentarz z I wojny światowej. Potem długo i szybko w dół. Piesek zostaje ale na dole znowu mnie dopada. Biegnie za mną już 20 kilometrów. Kwaterę znajduje niedaleko, w Gładyszowie. Napaliłem sobie w kominku i w ciepełku wszystko ładnie wysuszyłem. A piesek został na dworze.

Cerkiew we wsi Polany © Yacek


Cerkiew z Krempnej © Yacek


Mój towarzysz na przełęczy Majdan © Yacek


Cerkiew w Bartnem © Yacek


Cmentarz pierwszowojenny © Yacek


Świątek w Magurze Małastowskiej © Yacek





  • DST 97.62km
  • Czas 06:00
  • VAVG 16.27km/h
  • VMAX 49.90km/h
  • Podjazdy 1090m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Polska Egzotyczna - dzień dwudziesty drugi

Sobota, 19 czerwca 2010 · dodano: 28.06.2010 | Komentarze 3

Polska Egzotyczna - dzień dwudziesty drugi

Wstałem jak zwykle a za oknem ulewa. Leje jak diabli. Ja jednak pomału się pakuję licząc na to, że się przejaśni. Rzeczywiście, ale dopiero koło 10-tej. Ruszam więc na trasę, Najpierw kilka kilometrów obwodnicą bieszczadzką. Za Smolnikiem skręcam w prawo na Zatwarnicę. Asfalt dobrej jakości. Cały czas jadę wzdłuż Sanu. W Sękowcu wjeżdżam na drogę, jak pisze, zakładową. Zaczyna się tu też porządna wyrypa. Droga wyraźnie się pogarsza - luźne kamienie z resztkami asfaltu i licznymi dziurami. Sporo w górę, sporo w dół. Wreszcie dojeżdżam do punktu widokowego "Chmielowe kaskady". Super widok na naturalne progi rzeczne. Po chwili zachwytu ruszam dalej. I znowu w górę i w dół. Droga, o ile to możliwe, jeszcze się pogarsza. A dodatkowo jest ślisko. Wreszcie kolejny punkt widokowy. Nawet słoneczko się pokazało. Rozmawiam tam chwilę z turystami z Białegostoku po czym jadę dalej. Do mostu na Sanie. Po drugiej stronie kilka kilometrów pod górę w kierunku Kalnicy po,... trudno to nazwać drogą. Koła się ślizgają. Muszę prowadzić a raczej pchać pod górę. Zaczyna też padać. Próbuję jechać. Ciężko ale się daje. Leje coraz mocniej. Staję pod drzewami. Nic to nie daje więc decyduje się jechać. Jestem na szczycie. Teraz w dół w deszczu. Zaczyna też grzmieć. Robi się niebezpiecznie. Pomału i ostrożnie zjeżdżam na rozległą polanę. Byle znowu do lasu. Potem znowu podjazdy. Wreszcie dobry asfalt i Kalnica. Teraz obwodnica do Komańczy. To już będzie luz. Jeszcze w Cisnej wstąpiłem na obiad ale wkrótce poczułem się tak źle, że prawie nie mogłem jechać. Do Komańczy dojechałem chyba tylko dzięki sile woli. Nocleg w schronisku.

Nie ma jak Bieszczady © Yacek


Chmielowe Kaskady © Yacek


Chmielowe kaskady © Yacek


Widok w Bieszczadach © Yacek


I jeszcze jeden widoczek © Yacek


I jeszcze jeden widoczek © Yacek


I jeszcze jeden widoczek © Yacek





  • DST 131.78km
  • Czas 08:12
  • VAVG 16.07km/h
  • VMAX 54.30km/h
  • Podjazdy 1524m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Polska Egzotyczna - dzień dwudziesty pierwszy

Piątek, 18 czerwca 2010 · dodano: 28.06.2010 | Komentarze 0

Polska Egzotyczna - dzień dwudziesty pierwszy

Wstałem wcześnie (przez wrony). Jeszcze wieczorem wypytałem o kładkę i skrót na nią. Okazało się że jest jedno i drugie. Zamiast ze Stubna jechać do Nakła i dopiero stamtąd na kładkę na Sanie, pojechałem skrótem oszczędzając jakieś 4 kilometry. Fakt że droga nie najlepsza ale do kładki dotarłem i znalazłem się po drugiej stronie Sanu. Tu rozpoczął się asfalt. Najpierw równiutki, potem gorszej jakości. Był też odcinek szerokiej, dziurawej, szutrowej drogi. Za to od Wyszatyc nowiutki asfalt. Tak fajnie się jechało że przegapiłem arboretum i fort w Bolestraszycach. Jak się zorientowałem byłem już za daleko by warto było wracać. Dojechałem więc do Przemyśla. Jak ja nie lubię takich miast. Od razu czuć smród spalin. Ruch duży, wyprzedzanie na gazetę, ech ... Stare miasto jednak bardzo ciekawe, tylko że podobnie jak w Zamościu wszędzie remonty. Za to w Krasiczynie uczta dla oczu. Zamek jest wspaniały, park go otaczający także. Żal było wyjeżdżać. Teraz Bieszczady. Jak to będzie? Na początek droga krajowa. Ruch na szczęście niewielki. Wkrótce jednak i tak uciekam na boczną drogę w kierunku wsi Brylińce. Skręcam tam w szutrówkę, która wyglądała przyzwoicie. Na początku. Potem było tylko gorzej. No i cały czas w górę. Oj, dostałem w kość. Wreszcie poprzeczna droga, na której pojawiło się trochę asfaltu. Dojechałem nią do przydrożnej kapliczki z rozłożystą lipą. Tu zjadam II śniadanie. Zresztą przy takich widokach nie mogłem lepiej wybrać. Wkrótce też zaczął się dobry asfalt, którym można było pędzić na łeb, na szyję. Ja oczywiście jechałem ostrożnie. I tak dojechałem do miejscowości Makowa. Tu drogowskaz - "Arłamów 10km". Więc jadę, droga wygodna, zapomnieli jednak dodać, że te 10km to cały czas pod górę. Ze szczytu powinno być w dół. Było. Ale tylko 4 kilometry. Zresztą widoki w pewnym stopniu rekompensowały wysiłek. Jeszcze fajny zjazd do wsi Jureczkowa a potem jak to w górach, w górę i w dół do Krościenka. Za tą miejscowością miałem skręcić na Stebnik jednak tablica z napisem "droga nieremontowana" i jej (drogi) stan skutecznie mnie do tego zniechęciły. Wkrótce dojeżdżam do Ustrzyk Dolnych i odbijam na obwodnicę bieszczadzką. Po drodze oglądam kilka ciekawych cerkwi. Przed Lutowiskami jest punkt widokowy. Widoki są rzeczywiście niesamowite. Potem w dół na nocleg.

Kładka na Sanie w Nizinach © Yacek


To już w Przemyślu © Yacek


To już w Przemyślu © Yacek


I to w Przemyślu © Yacek


I to w Przemyślu © Yacek


Widok na Bieszczady © Yacek


Ładny ten San © Yacek


Zamek w Krasiczynie © Yacek


Zamek w Krasiczynie © Yacek


Zamek w Krasiczynie © Yacek


Zamek w Krasiczynie © Yacek


Zamek w Krasiczynie © Yacek


Zamek w Krasiczynie © Yacek


Widok na Bieszczady © Yacek


Z punktu widokowego w Lutowiskach © Yacek





  • DST 166.57km
  • Czas 09:00
  • VAVG 18.51km/h
  • VMAX 46.10km/h
  • Podjazdy 658m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Polska Egzotyczna - dzień dwudziesty

Czwartek, 17 czerwca 2010 · dodano: 28.06.2010 | Komentarze 0

Polska Egzotyczna - dzień dwudziesty

Z Tarnoszyna wyjeżdżam o 7-ej szeroką, asfaltową drogą w kierunku miejscowości Dyniska. Po drodze dostrzegam w polu "sosnę Grotgera". Podchodzę bliżej obchodząc potężne rozlewiska. Z Machnowa Nowego jadę do Wierzbicy bo jest tam ciekawy pałac. Brama zamknięta na głucho choć kłódka nowa. Zdjęcia też nie ma jak zrobić bo wszystko zasłaniają drzewa. Próbuję się stamtąd dostać do Korni ale nie ma jak. Polna dróżka rozjeżdżona przez maszyny rolnicze i jednocześnie zarośnięta. Wracam więc do Wierzbicy i przez Lubyczę Królewską jadę do Hrebennego. Tam ładna cerkiew na wzniesieniu (w remoncie). Potem przez Siedliska do końca asfaltu i w las. Ile się najeździłem po wertepach zanim wyjechałem w Prusiu lepiej nie wspominać. Potem już asfaltem do Werchratej. Jest tam cmentarz z I wojny światowej, cerkiew i ciekawe krzyże bruśnieńskie. Kawałek dalej źródła rzeki Raty. Warto podjechać około 2 kilometrów. Z Werchratej wyjeżdżam krótkim aczkolwiek stromym podjazdem. Potem w dół i tak na przemian do Horyńca - Zdroju. Objechałem sobie to miasteczko a następnie pojechałem do wsi Radruż. Jest tam śliczna, drewniana cerkiew. Klucz do niej można dostać u pani mieszkającej 50 metrów przed nią. Potem trochę asfaltem kiepskiej jakości i wreszcie polną drogą do lasu. Tu jedzie się ciężko. W dodatku w lesie pomyliłem drogi i zamiast w Hucie Kryształowej wyjechałem w Wólce Horynieckiej. W lesie nie obeszło się bez pchania roweru po piachach. Z Wólki znowu lasem do Baszni i Lubaczowa. Nie zatrzymywałem się tam tylko pojechałem prosto do Wielkich Oczu. Wybrałem ciekawą drogę dojazdową - ni to asfalt, ni to ... coś innego. Sama miejscowość bardzo ładna z wieloma zabytkami. Jest tam m. in. rozpadająca się już cerkiew i synagoga. Potem przez Kobylnicę świetna drogą do Budzynia i Korczowej. Tam kilka kilometrów jechałem drogą krajową ale ruch na szczęście był nieduży. Spotkani po drodze strażnicy graniczni radzą jechać do cerkwi w Młynach. Pojechałem - naprawdę warto. Nie ze względu na cerkiew ale panteon poświęcony twórcy ukraińskiego hymnu narodowego. No i wreszcie Chotyniec z przepiękna cerkwią. Stałem i patrzyłem a miejscowi przechodzili obok i uśmiechali się pod nosem. Po prostu cudo! Gdy wreszcie nasyciłem się urodą chotynieckiej cerkwi pojechałem do Hruszowic - miejscowości, która zasłynęła budową na miejscowym cmentarzu pomnika ku czci UPA. Potem przez Gaje do Stubna, gdzie nocowałem u gospodarzy pod namiotem. Niestety nie dało się spać bo już od drugiej w nocy wrony tak krakały
że chociaż bardzo chciałem zasnąć to nie mogłem. To zresztą w ogóle było ciekawe gospodarstwo. Właścicielka uprzedziła mnie że bocian się wcale nie boi a w nocy mogę spodziewać się wizyty łosia. To tak na wszelki wypadek, żebym się nie przestraszył.


Sosna Grotgera © Yacek


Grotger i jego ukochana © Yacek


W Wierzbicy tylko to udało mi sie sfocić © Yacek


Cerkiew w Hrebennem © Yacek


Cerkiew w Hrebennem © Yacek


Pałac w Horyńcu © Yacek


Cerkiew w Radrużu © Yacek


Cerkiew w Radrużu © Yacek


Dzwonnica przy cerkwi w Radrużu © Yacek


Przy dróżce do Wielkich Oczu © Yacek


W Wielkich Oczach (pałac obecnie Urząd Gminy) © Yacek


Mauzoleum przy cerkwi w Młynach © Yacek


W mauzoleum © Yacek


W mauzoleum © Yacek


Cerkiew w Chotyńcu © Yacek


Cerkiew w Chotyńcu © Yacek


Cerkiew w Chotyńcu © Yacek


Pomnik ku czci UPA w Hruszowicach © Yacek


Tablice na pomniku w Hruszowicach © Yacek





  • DST 170.45km
  • Czas 08:34
  • VAVG 19.90km/h
  • VMAX 49.90km/h
  • Podjazdy 598m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Polska Egzotyczna - dzień dziewiętnasty

Środa, 16 czerwca 2010 · dodano: 28.06.2010 | Komentarze 1

Polska Egzotyczna - dzień dziewiętnasty

O 8.30 wyjeżdżam z GOSiR-u w Woli Uhruskiej i jadę na krótki objazd miejscowości. Uhrusk i kolejne miejscowości mijam praktycznie bez zatrzymania. Jadę drogą wojewódzką. Jej stan jest miejscami katastrofalny a innym razem super. W Dorohusku też się nie zatrzymuję. Jedyne co rzuca mi się w oczy to kolejka tirów przed przejściem granicznym. Krajobrazy za to są przednie. Dopiero w Uchańce zjeżdżam do wsi żeby zobaczyć kopiec usypany w miejscu, z którego bitwą pod Dubienką dowodził Tadeusz Kościuszko. Za to w samej Dubience długo rozmawiam z przemiłym panem o historii okolicy. W Matczy jest ładny park, szkoda że zaniedbany i coraz bardziej przypomina las. Jadę do Horodła. Przed wjazdem do tej ładnej skądinąd miejscowości znajduje się Kopiec Unii Horodelskiej. Warto podjechać bo to kawał historii naszego pięknego kraju a prócz tego ze szczytu roztaczają się piękne widoki. W samym Horodle trafiam na ciekawy kościół. Zaczynają się też pierwsze górki. Przez Kobło docieram do Hrubieszowa. Tu obejrzałem wszystkie najważniejsze zabytki. Na szczęście znajdują się przy jednej ulicy - 3 maja. Jadę dalej ładną, widokową drogą. W Kosmowie z daleka widać coś białego o ciekawej bryle. Myślę kościół ale okazuje się że tym razem to pałac choć trochę nietypowy. Nie był, jak to było dawniej w zwyczaju otoczony parkiem. W Kryłowie chciałem zobaczyć ruiny zamku na wyspie. Niestety dojazd był niemożliwy bo droga zalana. W Gołębiu Bug przestaje być rzeką graniczną. Przez Dołhobyczów (ładny kościół i cerkiew oraz cmentarz Hallerczyków) dotarłem piękną, widokową drogą do Chłopiatynia. Jest tam prześliczna cerkiew i dzwonnica. A potem wśród pól do Tarnoszyna, gdzie przenocowałem w szkole dzięki uprzejmości miejscowej pani dyrektor.

Nocleg w Woli Uhruskiej © Yacek


W parku w Woli Uhruskiej © Yacek


Taka ładna dolinka © Yacek


Chyba zatopiony samochód © Yacek


Kopiec w Uchańce © Yacek


Nadbużańskie łłąki zalane © Yacek


Kościół w Dubience © Yacek


Kopiec Unii Horodelskiej © Yacek


Trochę historii © Yacek


Kościół w Hrubieszowie © Yacek


Cerkiew w Hrubieszowie © Yacek


Dworek, w ktorym na swiat pzryszedł Bolesław Prus © Yacek


Pomnik Stanisława Staszica © Yacek


Pałac- muzeum w Hrubieszowie © Yacek


Przy drodze do Kryłowa © Yacek


Pałac w Kosmowie © Yacek


W Kryłowie © Yacek


Cerkiew w Dołhobyczowie © Yacek


Cerkiew w Chłopiatynie © Yacek


Chłopiatyń - cerkiew © Yacek





  • DST 139.45km
  • Czas 07:37
  • VAVG 18.31km/h
  • VMAX 34.00km/h
  • Podjazdy 325m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Polska Egzotyczna - dzień osiemnasty

Wtorek, 15 czerwca 2010 · dodano: 28.06.2010 | Komentarze 1

Polska Egzotyczna - dzień osiemnasty

Wyjechałem z Kostomłotów do Kodnia. Obejrzałem tu wiele pięknych zabytków, z których najciekawszy był bez wątpienia kościół z cudownym obrazem Matki Bożej Kodeńskiej wykradziony kiedyś przez właściciela Kodnia Sapiehę z Watykanu. Niestety nie dane mi było obejrzeć obrazu bo odsłaniany jest w określonych godzinach a mnie tam wtedy nie było. Czekać też musiałbym zbyt długo. Pojechałem więc do parku gdzie obejrzałem piękną i nietypową cerkiew, później kolejną a i sam park jest bardzo ciekawy. Potem do monastyru w Jabłecznej. Już sama droga do niego jest bardzo fajna a klasztor robi niesamowite wrażenie. Koniecznie trzeba tam być. Leży w pewnym sensie na końcu świata. W Mościcach Dolnych trafiłem na ciekawą stodołę na palach (betonowych), potem przejście graniczne w Sławatyczach. W Kuzawce skąd Tadeusz Kościuszko ze złamanym sercem odpływał do Ameryki nadbużańskie łąki zalane wodą. W Hannie obejrzałem ładny, drewniany kościół i dzwonnicę. Pojechałem stamtąd do Romanowa położonego około 7 kilometrów na zachód obejrzeć muzeum J. I. Kraszewskiego autora m. in. "Starej Baśni" a potem z powrotem do Hanny. Natomiast we Włodawie jest szereg ciekawych zabytków, które koniecznie zobaczyć trzeba. Czworobok na rynku gdzie wg miejscowej tradycji miał się odbyć pojedynek Wołodyjowskiego z Bohunem, przepiękna synagoga - muzeum, ciekawy kościół i cerkiew. W następnej kolejności odwiedziłem miejsce tragedii kilkuset tysięcy ludzi - Obóz Zagłady w Sobiborze. Chciałem tam jechać przez las, miejscowi jednak stanowczo odradzali mi tę drogę ze względu na wywóz drewna, który niedawno miał tam miejsce. Leśna droga rzeczywiście była w katastrofalnym stanie. Pojechałem więc dookoła przez Okuninkę - wieś letniskową leżącą nad Jeziorem Białym. Muszę przyznać że było warto. Na terenie obozu byłem sam. Wrażenia nie do opisania. To trzeba przeżyć samemu. A potem do Woli Uhruskiej. Tam nocleg pod namiotem w ośrodku GOSiR - u.

Sanktuarium Matki Bożej Kodeńskiej © Yacek


Sanktuarium Matki Bożej Kodeńskiej © Yacek


Cudowny obraz niestety zasłonięty © Yacek


Cerkiew w Kodniu © Yacek


W parku w Kodniu © Yacek


W parku w Kodniu © Yacek


Cerkiew w Kodniu © Yacek


Przy drodze do Monastyru w Jabłecznej © Yacek


W tych okolicach w Bugu rybacy wyłowili cudowną ikonę © Yacek


Zdjęcie z wycieczki rowerowej © Yacek


Monastyr w Jabłecznej © Yacek


Monastyr w Jabłecznej © Yacek


Ikonostas w Jabłecznej © Yacek


Ciekawy budynek w Monastyrze w Jabłecznej © Yacek


Kapliczka w Monastyrze w Jabłecznej © Yacek


Stodoła na palach - Mościce Dolne © Yacek


Cerkiew w Słąwatyczach © Yacek


Kościół w Hannie © Yacek


Muzeum J. I. Kraszewskiego w Romanowie © Yacek


J. I. Kraszewski na ławeczce © Yacek


Dwór Kraszewskich od strony parku © Yacek


Kaplica w Romanowie © Yacek


Stary dworek w Stawkach © Yacek


Ocałały fragment dawnego założenia pałacowego w Różance © Yacek


Pomnik w parku w Różance (przestrzelony liść dębu) w miejscu gdzie Niemcy rozstrzeliwali Polaków, Żydow i jeńcow radzieckich © Yacek


kościół we Włodawie © Yacek


Synagoga - muzeum we Włodawie © Yacek


Pomnik poświęcony oddziałowi AK dowodzonego przez braci Taraszkiewiczów - Jastrzębia i Żelaznego © Yacek


Obóz Zagłady w Sobiborze © Yacek


Obóz Zagłady w Sobiborze © Yacek


Obóz Zaglady w Sobiborze © Yacek


Mogiła z prochami 250 tysięcy ofiar niemieckiego barbzrzyństwa © Yacek


Droga do śmierci © Yacek


Każdy kamień to jedna zamordowana osoba © Yacek


Dalej była tylko smierć © Yacek


Niepozorna stacja Sobibór © Yacek





  • DST 118.65km
  • Czas 06:14
  • VAVG 19.03km/h
  • VMAX 39.30km/h
  • Podjazdy 320m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Polska Egzotyczna - dzień siedemnasty

Poniedziałek, 14 czerwca 2010 · dodano: 28.06.2010 | Komentarze 2

Polska Egzotyczna - dzień siedemnasty

Wyjeżdżam z Zabuża. Rano jeszcze na lekko jadę obejrzeć dwór a potem w drogę. W założeniu gdzieś w okolice Włodawy. Ale na początek Podlaski Przełom Bugu. Jedzie się fajnie, bez wiatru choć teren mocno pagórkowaty. Gdzieś po drodze pojawiają się ciemne chmury. Oj niedobrze. Przyśpieszam - chcę zdążyć do Janowa przed deszczem. Prawie się udaje. Ostatnie 300 metrów nieźle już jednak leje. Na szczęście na rynku jest zadaszenie. Wchodzę i czekam. Mija godzina, potem druga i wreszcie gdzieś na horyzoncie pojawiają się pierwsze przejaśnienia. Wkrótce przestaje padać. Odczekuję jeszcze trochę żeby drogi przeschły i jadę do słynnej stadniny koni arabskich. Tam przyłączam się do wycieczki szkolnej. Mają przewodnika, który ciekawie opowiada o historii stadniny. Potem objeżdżam ją jeszcze sam. Po powrocie do Janowa zwiedzam to ciekawe miasteczko. Wreszcie wyjeżdżam w dalszą drogę, a w stosunku do planu jestem już nieźle spóźniony. Dlatego jadę drogą wojewódzką. W Zaczopkach spotykam cmentarz pierwszowojenny, na którym leżą żołnierze armii niemieckiej i rosyjskiej, w tym Polacy. Oto przekleństwo naszego narodu. Dalej Sanktuarium Unickie w Pratulinie. Zamordowano tu 13 unitów. W Bohukałach cmentarz żołnierzy polskich, którzy polegli w wojnie 1920 roku, w Krzyczewie pięknie, nad samym Bugiem, położony drewniany kościół, w Koroszczynie potężny terminal odprawowy, w Lebiedziewie cmentarz muzułmański (mizar). Po drodze zjeżdżam do Kostomłotów - parafii unickiej. Tu bardzo miły ksiądz proponuje mi nocleg. Mam do dyspozycji cały domek składający się z 3 pokoi, kuchni i łazienki. Nic tylko brać. Trochę pogawędziliśmy, potem zwiedzanie i wyjazd do Kodnia po zakupy. Dawno tak dobrze się nie wyspałem.

Bug jest przeuroczy © Yacek


Dwór w Zabużu © Yacek


Pomnik w Serpelicach z 1928 roku © Yacek


Kościół w Starym Bublu © Yacek


Cerkiew gdzieś po drodze © Yacek


Janów Podlaski - stadnina © Yacek


Konie arabskie z Janowa Podlaskiego © Yacek


Koński szpital - stadninaw Janowie Podlaskim © Yacek


Kościół w Janowie Podlaskim © Yacek


Grota Naruszewicza w Janowie Podlaskim © Yacek


Cmentarz pierwszowojenny w Zaczopkach © Yacek


Sanktuarium Unickie w Pratulinie © Yacek


Jedna ze stacji drogi krzyżowej w Pratulinie © Yacek


Parafia w Kostomłotach © Yacek


Kapliczka w Kostomłotach © Yacek


Wnętrze kościola w Kostomłotach © Yacek





  • DST 144.68km
  • Czas 08:01
  • VAVG 18.05km/h
  • VMAX 47.50km/h
  • Podjazdy 357m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Polska Egzotyczna - dzień szesnasty

Niedziela, 13 czerwca 2010 · dodano: 27.06.2010 | Komentarze 0

Polska Egzotyczna - dzień szesnasty

Wyjeżdżam z Białowieży i kieruję się do Ośrodka Edukacji Leśnej. Od razu szutrówkami, którymi pojadę przed najbliższych 50 kilometrów. Towarzyszy mi zielony szlak rowerowy, którym jadę przez Podcerkwy, Topiło do miejscowości Wiluki. W Podcerkwach trochę się wystraszyłem kiedy wyskoczył do mnie sporych rozmiarów pies. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Za Wilukami spotykam rowerzystów z Warszawy Agnieszkę i ... (tu przepraszam bo nie zapamiętałem imienia chłopaka). Ponieważ nie mam nic do jedzenia częstują mnie batonem energetycznym, dzięki któremu dociągam do Czeremchy. Dopiero tam trafiam na otwarty sklep. Wcześniej za Opaką jadę szutrem tuż przy granicy. Spotykam tu po raz kolejny strażników granicznych. No i kolejna kontrola. Ale było miło. W Czeremsze jest ładna choć nowa cerkiew. Dalej kieruję się na Miedwieżyki i Rogacze. Po rozmowie ze starszą panią w sprawie skrótu decyduję się pojechać przez Milejczyce. Ciekawa rzecz - cały czas asfalt a nagle kilometr przez tą miejscowością droga zmienia się w brukowaną. Wytrzęsło mnie trochę ale co tam. Jest tam ciekawa cerkiew, drewniany kościół i synagoga. Teraz do Grabarki - prawosławnej Częstochowy. Miejsce niesamowite, pełne szczególnego uroku. Oczywiście pije wodę z cudownego źródełka, oglądam cerkiew i ten szczególny las krzyży. Potem do Radziwiłówki i Mielnika. Prom nie działał musiałem więc jechać na most w Kozkach. Po drodze trafiam na poradzieckie bunkry z tzw. linii Mołotowa. Potem cały czas wzdłuż rzeki do Zabuża. tu przypadkiem trafiam na schronisko młodzieżowe. Śpię za 10zł. Warunki co prawda spartańskie ale obsługa bardzo miła (dwoje starszych państwa, z którymi długo rozmawiam).

Przez Puszczę Białowieską © Yacek


Przez Puszczę Białowieską © Yacek


I jeszcze przez puszczę © Yacek


Nowa cerkiew w Czeremsze © Yacek


Cerkiew w Milejczycach © Yacek


Cudowne źródełko w Grabarce © Yacek


Cerkiew w Grabarce © Yacek


Las krzyży - Grabarka © Yacek


Przykład intencji © Yacek


Z Grabarki do Radziwiłówki © Yacek


Bunkier na linii Mołotowa © Yacek


Cmentarz poświęcony żołnierzom AK osłaniającym transport pocisku V-2 do Warszawy © Yacek