Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Yacek z miasteczka Poczesna. Mam przejechane 40487.54 kilometrów w tym 13503.70 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 17.94 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 142558 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Yacek.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Lipiec, 2011

Dystans całkowity:670.36 km (w terenie 120.00 km; 17.90%)
Czas w ruchu:39:30
Średnia prędkość:16.97 km/h
Maksymalna prędkość:48.30 km/h
Suma podjazdów:2407 m
Liczba aktywności:7
Średnio na aktywność:95.77 km i 5h 38m
Więcej statystyk
  • DST 105.66km
  • Teren 8.00km
  • Czas 07:32
  • VAVG 14.03km/h
  • VMAX 41.50km/h
  • Podjazdy 616m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Liswarciański szlak rowerowy - dzień drugi

Niedziela, 31 lipca 2011 · dodano: 01.08.2011 | Komentarze 5

Budzę się wcześnie rano w niedzielę. Idę na krótki spacer, potem śniadanie i trochę po 9-tej ruszamy na trasę II etapu. Po drodze znowu sporo ciekawostek, zabawnych historyjek. Odwiedziliśmy m.in. grób rotmistrza wojsk carskich z czasów zaborów (bo jechaliśmy częściowo historyczną granicą), o którym wieść gminna niesie, że był dobrym człowiekiem. Pomimo upływu ponad 100 lat miejscowa ludność pamięta i dba aby ślad po tym dobrym człowieku nie zaginął. W Krzepicach oglądamy pozostałości po synagodze, kawałek dalej jest też żydowski cmentarz z licznymi żeliwnymi macewami (w Polsce jest tylko kilka takich kirkutów), ciekawy młyn, ruiny zamku kazimierzowskiego (z tych pozostało już bardzo niewiele a przecież w przeszłości miał on olbrzymie znaczenie). Zaglądamy do kościoła a potem melinujemy się pod parasolami na rynku. Zaczyna niestety padać. Cóż, odpoczywamy i czekamy na poprawę. Po jakimś czasie możemy siąść na rowery. Jedziemy terenami zalewowymi po bardzo fajnej drodze która, jak się dowiedziałem, systematycznie bywa nieprzejezdna. W Zbrojewsku są pozostałości po jakimś grodzie (niestety nie było nam dane ich zobaczyć). W Dankowie zatrzymujemy się na chwilę w ruinach potężnego niegdyś zamku. We Władysławowie pokonujemy Liswartę po jednej z kilku kładek (mnie dane było jeszcze poznać drugą ale to w drodze do domu). Wreszcie docieramy do wsi Kule, gdzie Liswarta kończy swój kilkudziesięciokilometrowy bieg i wpada do Warty. Udajemy się w to miejsce dzięki uprzejmości miejscowego sołtysa. Teraz pozostała już tylko część nieoficjalna imprezy - poczęstunek w Ośrodku Szkolenia Służby Więziennej w Kulach z potrawą regionalną - marchwiokiem w roli głównej. Na koniec pozostał już tylko powrót do domu. Niestety cały czas w deszczu. I co gorsza im bliżej Częstochowy tym większym. Wróciłem kompletnie mokry. Ale co tam!
Impreza na szóstkę. Jeszcze raz bardzo dziękuje organizatorom.
Spotkałem też na rajdzie moją profesorkę sprzed prawie 30 lat. Nie poznałem, przyznaję ale takie spotkanie po latach to niesamowita rzecz. Gorąco pozdrawiam!




Wyruszamy na trasę © Yacek


Miejsce pochówku dobrego człowieka © Yacek


Jeden z wielu jazów i młynów na Liswarcie © Yacek


Przy ujściu Pankówki do Liswarty © Yacek


Czasami rowerzyści muszą z buta © Yacek


Ruiny synagogi w Krzepicach © Yacek


Kolejny młyn © Yacek


O zamku krzepickim © Yacek


Kamienna kula moździeżowa © Yacek


Uczestniczki wycieczki a w tle zabytkowy portal © Yacek


Jedziemy przez dwie odnogi Liswarty © Yacek


Liswarta © Yacek


Współorganizatorzy rajdu © Yacek


Wisząca kładka © Yacek


Most arkadowy na centralnej magistrali węglowej nad Liswartą © Yacek


A to główna organizatorka rajdu. © Yacek


Tu Liswarta kończy swój bieg wpadając do Warty © Yacek


Kąpać się można i w Warcie i w Liswarcie © Yacek


I na koniec jeszcze jedna kładka, którą dane mi było pokonywać © Yacek




  • DST 79.61km
  • Teren 20.00km
  • Czas 07:29
  • VAVG 10.64km/h
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Liswarciański szlak rowerowy - dzień pierwszy

Sobota, 30 lipca 2011 · dodano: 31.07.2011 | Komentarze 2

LGD Zielony Wierzchołek Śląska - stowarzyszenie, które od kilku lat prężnie działa aktywizując lokalną społeczność do spędzania wolnego czasu na świeżym powietrzu (szczególnie na rowerze), w weekend zorganizowało świetną, rowerową imprezę - dwudniowy rajd liswarciańskim szlakiem rowerowym. Liswarta to niewielka rzeka mająca 93 km długości, będąca lewym dopływem Warty. I właśnie w/w stowarzyszenie w sobotę i niedzielę zorganizowało rajd od jej źródeł do ujścia. Całą trasę pokonało około 20 osób. Piszę "stowarzyszenie" ale tak naprawdę rajd przygotowało kilka osób, którym należą się podziękowania i słowa uznania za wzorową organizację. I przygotowanie merytoryczne, i nocleg, i wreszcie coś dla ciała, na najwyższym poziomie. Pozostaje tylko pogratulować i życzyć sobie aby takie imprezy odbywały się jak najczęściej. Ale dosyć już tego przydługiego wstępu. Zbiórka niedaleko źródeł Liswarty miała nastąpić o 9.15. Ja docieram na miejsce trochę później. Uczestników spotykam jednak na początku trasy i już razem pedałujemy w kierunku Przystajni, miejsca zakończenia pierwszego etapu. Po drodze liczne atrakcje, jedziemy bowiem po powołanym do życia pod koniec lat 90tych XX wieku Parku Krajobrazowym "Lasy na górną Liswartą". Przez teren parku, poza tym, że sam w sobie ma nieodparty urok, wiedzie wiele dróg asfaltowych o znikomym ruchu samochodowym, sporo świetnie utrzymanych szutrówek, jedzie się więc wygodnie i bezpiecznie. W Kamińsku czeka nas druga niespodzianka. Piszę druga, bo wcześniej (pierwsze niespodzianka) otrzymaliśmy od organizatorów koszulki i czapeczki. Ta druga niespodzianka natomiast to wizyta w restauracji. Tam wypijamy herbatę, kawę, przegryzamy pysznym ciastem i ruszamy dalej. W zajeździe w Przystajni czeka nas trzecia i czwarta niespodzianka(sporo ich jak na jeden dzień). Przepyszna obiadokolacja, dodatkowo kiełbasa z grilla, napoje i, dla chętnych, darmowy nocleg + mapy, foldery. Nie zabrałem co prawda ciuchów na zmianę ale co tam - zostaję. W końcu po co w niedzielę znowu pedałować do Przystajni. Dzień pierwszy dobiegł końca. Dystans co prawda krótki ale nie kilometry leżały u podstaw tej wycieczki a atrakcje i ciekawy sposób spędzania wolnego czasu. A ciekawie było niesamowicie. Co spotka nas w niedzielę? Jak to mówią "pożyjemy - zobaczymy"



Krzysiu - jeden z organizatorów rajdu © Yacek


Rezerwat "Cisy nad Liswartą" © Yacek


Ten sam rezerwy - rzeczka Turza © Yacek


Wzdłuż Liswarty © Yacek


Stany ale nie Zjednoczone © Yacek


Zabytkowy, choć ciągle działający, młyn wodny na Liswarcie © Yacek


Zakończenie dnia pierwszego © Yacek




  • DST 168.24km
  • Teren 23.00km
  • Czas 07:30
  • VAVG 22.43km/h
  • VMAX 45.60km/h
  • Podjazdy 716m
  • Aktywność Jazda na rowerze

DO Nieba i do Piekła

Niedziela, 24 lipca 2011 · dodano: 24.07.2011 | Komentarze 9

Rano pogoda nie wyglądała zbyt zachęcająco dlatego zrezygnowałem z planowanego wypadu. Około ósmej jednak zrobiło się dużo lepiej dlatego wskoczyłem na rower i wyruszyłem w trasę. Pociągiem dotarłem do Radomska i tu rozpocząłem swoją dzisiejszą przygodę. Najpierw do Dmenina. Zatrzymałem się tu na chwilę w miejscu kaźni 10 mieszkańców wsi zamordowanych 17 lipca 1942 r. przez hitlerowców.

Pomnik poświęcony pomordowanym Polakom w Dmeninie © Yacek


Kawałek dalej w Smotryszowie można zobaczyć zabytkowy zespół dworsko-parkowy. Składają się na niego bardzo zrujnowany murowany dwór wzniesiony w 1880 roku oraz otaczający go zabytkowy park, pochodzący z początków XIX wieku. Dla mnie jest to tym bardziej bolesne, że w dworze tym mieściła się szkoła, do której uczęszczała moja mama a ja sam wielokrotnie tamtędy przechodziłem w przeszłości.

Zrujnowany dwór w Smotryszowie © Yacek


Aleja parkowa w Smotryszowie © Yacek


Jest jeszcze w Smotryszowie ciekawy wapiennik, który jest śladem wydobywania i przetwarzania przez człowieka skał wapiennych.

Wapiennik © Yacek


Potem wśród pół i lasów do Karczowa. Wcześniej zauważyłem informację o moście w remoncie ale ją zlekceważyłem licząc na to, że rower przecież przejedzie. Niestety. Na szczęście okazało się, że można pokonać Biestrzykówkę po niewielkiej kładce na prywatnej posesji.

Kładka w Karczowie © Yacek


Staw na Biestrzykówce © Yacek


W Niedośpielinie trafiłem na modrzewiowy kościół stojący w otoczeniu starych drzew. Pochodzi z XVIII wieku. Pokryty jest jednak blachą co nie wygląda najlepiej. Dużo ciekawiej prezentuje się drewniana dzwonnica pokryta gontem.

Kościół w Niedośpielinie © Yacek


Stąd już tylko krok do Wielgomłynów ze znanym w kraju sanktuarium. Klasztor założono tam już w XV wieku, by cztery wieki później go zlikwidować. Paulini powrócili do niego dopiero w 1987 roku. Najstarszym zabytkiem jest drewniana rzeźba "Pieta" z XV wieku.

Sanktuarium w Wielgomłynach © Yacek


Pieta z XV wieku © Yacek


Obok klasztoru stoi pomnikowy dąb.

Pomnikowy dąb © Yacek


Tablica informacyjna © Yacek


Kolejny etap to Sokola Góra. Jest tam pięknie położony dwór otoczony parkiem. Niestety jest w rękach prywatnych stąd zwiedzanie odpada. W parku zobaczyć można ciekawą figurę Matki Boskiej, która przywieziona została z Wenecji w 1913 roku.

Dworek w Sokolej Górze © Yacek


W Przedborzu tylko na chwilkę zatrzymuję się przed budynkiem z XVII wieku, w którym obecnie mieści się Muzeum Ziemi Przedborskiej.

Dom z XVII wieku © Yacek


Gdzieś po drodze na końcu wsi Zuzowy natknąłem się na taki grób

Zdjęcie z wycieczki rowerowej © Yacek


z poniższą informacją.

Tabliczka © Yacek


Teraz lasem do Fałkowa. W terenie było dużo wody ale jakoś przejechałem. Za to z drogi krajowej szybko uciekłem. Tu zaczął się bardzo fajny odcinek trasy. Najpierw w miejscowości Kołoniec stawy rybne i świetnie utrzymane urządzenia hydrotechniczne na rzece Czarnej,

Zapora © Yacek


w Machorach ruiny dawnej huty,

Ryiny huty © Yacek


w Maleńcu rekreacyjny zbiornik wodny. W Modliszewicach ciekawy dwór obronny, położony na sztucznej wyspie do dzisiaj otoczony wodą. Obecny wygląd to efekt prac z lat osiemdziesiątych. Dwór zbudowano na planie prostokąta. Ma dwie kondygnacje i dwie basteje w przeciwległych narożach. Przy drzwiach na piętrze widnieje łaciński napis skopiowany z bramy wawelskiej. Obok dworu stoi odnowiony budynek bramny z portalem i otworami strzelniczymi oraz budynek zwany kuźnią.

Dwór obronny - Modliszewice © Yacek


Budynek bramny © Yacek


Zdjęcie z wycieczki rowerowej © Yacek


W Końskich najciekawszy jest klasycystyczny zespół parkowo-pałacowy wzniesiony przez Jana Małachowskiego w latach czterdziestych XVIII w. W XIX w. zespół pałacowy był kilkukrotnie przebudowywany i uważany za jeden z najpiękniejszych parków w Polsce. W czasie okupacji niemieckiej został zdewastowany. W okresie powojennym, na skutek nieprzemyślanych decyzji ówczesnych władz teren parku został zmniejszony, a jego układ zaburzony.

Pałac w Końskich © Yacek


Pałac 1 © Yacek


Park przypałacowy © Yacek


Park 1 © Yacek


Oranżeria egipska - Końskie © Yacek


W Końskich zmieniam kierunek jazdy na południowy. Najpierw do Nieba,

Nie ma to jak w Niebie © Yacek


potem Piekła.

i w Piekle © Yacek


Po drodze jak to często bywa musiałem zaliczyć czyściec.

Skałki Piekło Gatniki © Yacek


Skałki Piekło Gatniki 1 © Yacek


Ten czyściec to rezerwat "Skałki Piekło Gatniki" Bardzo fajne miejsce do odpoczynku. Teraz Sielpia Wielka z Muzeum Staropolskiego Zagłębia Przemysłowego. Dawny zakład napędzany był olbrzymim kołem wodnym (8 metrów średnicy). W 1843 roku w zakładzie pojawiła się pierwsza w Królestwie Polskim turbina wodna. Zakład zamknięto w roku 1921, ale jeszcze przed II wojną światową został przeznaczony na cele muzealne. W czasie wojny większość oryginalnego wyposażenia zakładu została rozkradziona i przetopiona przez okupanta, zachowany jednak został cały układ napędowy walcowni. Tu niestety zwiedzanie musiałem odłożyć na "następnym razem" bo czas mnie gonił. Pociąg miałem o 19.40 a przed sobą jeszcze kilkadziesiąt kilometrów. Trafiałem na różne dróżki i ścieżki, i asfaltowe, i z kałużami po łydki. Były odcinki, które musiałem brać z buta ale na szczęście na dworzec w Wiernej Rzece wpadłem na 5 minut przed odjazdem pociągu. Tu dopiero mogłem odetchnąć. Wyjazd trochę długi i nieco męczący, tym bardziej, że wbrew pozorom teren był mocno pofałdowany, szczególnie w drugiej części trasy. Mimo wszystko polecam bo jest co oglądać.





  • DST 58.41km
  • Teren 10.00km
  • Czas 03:30
  • VAVG 16.69km/h
  • VMAX 48.30km/h
  • Podjazdy 384m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jutajskie Lato Filmowe

Niedziela, 17 lipca 2011 · dodano: 17.07.2011 | Komentarze 5

Od piątku w Złotym Potoku odbywa się ciekawa impreza - Jurajskie Lato Filmowe. Córka od jakiegoś czasu zamęczała mnie, żeby tam pojechać. Nie przepadam co prawda za takimi imprezami no ale jak tu odmówić dziecku. O 19-tej siadamy więc na rowery i ruszamy na trasę. Dwie godziny później jesteśmy w Potoku. A tam tłumy, tłumy i jeszcze raz tłumy. Tyle że wszyscy samochodami, a w każdym razie my rowerzystów nie spotkaliśmy. Takiego tłoku w Złotym dawno nie widziałem. Namiot na namiocie, zajęte wszystko. W normalnych warunkach zwiewał bym stamtąd jak najszybciej. No ale to nie były normalne warunki. Miejscami trudno było przedzierać się z rowerami między ludźmi. O 21.30 rozpoczął się pierwszy z trzech filmów - "Och Karol 2". Rozkładamy karimatę i czekamy (jak tysiące innych). Wreszcie zaczyna się seans. Jakże inna atmosfera mu towarzyszy. Przed północą wyruszamy w drogę powrotną. Początkowo nie jest zbyt bezpiecznie. Od Złotego do źródełek sznur samochodów mijających od czasu do czasu na przysłowiową gazetę. Po zjeździe na boczną drogę o niebo lepiej. Zero ruchu, las i księżyc w pełni - super. Dopiero w Biskupicach przeżyliśmy chwilę grozy, kiedy jadący z naprzeciwka samochód poruszał się wężykiem. Jego kierowca był ewidentnie pijany. Na szczęście obeszło się bez konsekwencji. Do domu docieramy o 1.30. Córce wyjazd sprawił wiele radości. Szczególnie nocna jazda w takich pięknych okolicznościach przyrody budzi niezatarte wrażenia. Dla nich warto było jechać.

W drodze do Złotego Potoku - Suliszowice o zachodzie słońca © Yacek


Powrót przez las w Biskupicach © Yacek


Kategoria Jura, Ze zdjęciami


  • DST 36.98km
  • Teren 20.00km
  • Czas 03:01
  • VAVG 12.26km/h
  • VMAX 29.20km/h
  • Podjazdy 124m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

W Bractwie Kuźnic

Sobota, 9 lipca 2011 · dodano: 09.07.2011 | Komentarze 9

Od jakiegoś czasu przygotowywaliśmy się do organizacji wycieczek po gminach wchodzących w skład Lokalnej Grupy Działania "Bractwo Kuźnic". Grupa obejmuje 5 gmin i właśnie dzisiaj odbyła się pierwsza z 5 planowanych wycieczek "Dookoła gminy Poczesna". Uczestniczyło w niej około 40 rowerzystów. Szkoda że z terenu samej gminy nie było nas zbyt wielu. Bez wątpienia olbrzymim plusem tej wycieczki był udział w niej wójta gminy. Uczestnicy świetnie się bawili poznając z pozycji rowerowego siodełka atrakcje gminy. Wspólnie przejechaliśmy 35kilometrową trasę w większości prowadzącą po lasach i leśnych ścieżkach co, biorąc pod uwagę żar lejący się z nieba, miało niebagatelne znaczenie.

Czasami trzeba było i tak! Wyjazd z glinianki w Korwinowie. © Yacek


A to wspomniana wyżej glinianka © Yacek


Uczestnicy wycieczki © Yacek




  • DST 55.00km
  • Teren 15.00km
  • Czas 03:00
  • VAVG 18.33km/h
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zweryfikować wycieczki na KOT

Czwartek, 7 lipca 2011 · dodano: 07.07.2011 | Komentarze 0

Wybraliśmy się z córką do Myszkowa. Od jakiegoś czasu twierdziła bowiem, że zbierając odznaki będzie miała lepszą motywację do spędzania czasu na rowerze. Dlatego wypełniła książeczkę na KOT i dzisiaj pojechaliśmy po odznaki. Otrzymała dwie i zachętę do zbierania kolejnych. Mam nadzieję, że nie był to chwilowy zapał. Dane z wycieczki przybliżone bo pojechałem na trekkingu a tam nie mam licznika.


Kategoria Jura


  • DST 166.46km
  • Teren 24.00km
  • Czas 07:28
  • VAVG 22.29km/h
  • VMAX 43.00km/h
  • Podjazdy 567m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kletnia

Środa, 6 lipca 2011 · dodano: 06.07.2011 | Komentarze 6

Ostatni mój wypad rowerowy "po księgę" zaprowadził mnie na południe do Kluczy. Tym razem należało ją przekazać dalej. Po uzgodnieniu miejsca spotkania wyruszam na trasę. Przede mną około 70 kilometrów kręcenia. Liczę na to, że padać nie będzie. Niestety! Właściwie od samego początku towarzyszy mi deszcz. Najpierw niewielki ale już w okolicach Rzerzęczyc dopada mnie solidna ulewa. Na szczęście dostrzegam zadaszone miejsce i tam się melinuję. Po mniej więcej 20 minutach (mimo, że ciągle pada) decyduję się jechać. Od samego początku towarzyszy mi też wiatr. Niestety północny więc prosto w twarz. Najgorzej było w Radomsku. Potężne kałuże i szybko jeżdżące samochody skutecznie przeganiają mnie na chodnik. Na szczęście wkrótce odbijam na boczną drogę. Tu ruchu już właściwie nie ma, kończy się też asfalt. Po drodze trafiłem na fajne stawy w miejscowości Żarki IV. Na asfalcie spaceruje mama łabędzica z małymi. To Karolina (tak powiedziały mi napotkane tam dzieci). W mojej okolicy też są Żarki a dodatkowo były kiedyś 4 kopalnie rud żelaza o nazwach Żarki I, II, III, i IV. Pomału dotelepałem się do Gomunic, potem do Kletni. Tu siadłem na przystanku w oczekiwaniu na kolegę z Łodzi, któremu mam przekazać księgę. Z nudów jeżdżę sobie to tu, to tam. Wreszcie decyduję się usiąść i poczekać na przystanku przy głównej drodze. Tu się też spotykamy. Księga trafia w ręce kolegi, trochę czasu spędzamy na wzajemnych pogaduszkach. Potem w drogę powrotną. Jadę do rodziny w Kodrębie. Tu moje plany uległy zmianie. To przez wiszący ciągle nad głową deszcz. Jadę do Kobiel Wielkich - miejsca gdzie na świat przyszedł Władysław Reymont. Potem fajnymi, bocznymi dróżkami do Gidel. Tu zaczęła mnie gonić potężna chmura. Uciekałem przed nią aż do Mstowa. Czasami ja byłem z przodu ale były chwile, kiedy mnie dopadała. Ze Mstowa do domu powrót w większości tymi samymi drogami, którymi jechałem wcześniej.
Przez 3/4 trasy jechałem w deszczu albo po mokrych drogach. Na szczęście było ciepło a w takim przypadku nawet jeśli pada, jedzie się przyjemnie.




Żarki IV - staw © Yacek


"Karolina" © Yacek


Zrujnowany dwór w Kobielach Wielkich © Yacek


Zdjęcie z wycieczki rowerowej © Yacek


Ta chmura mnie goniła © Yacek