Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Yacek z miasteczka Poczesna. Mam przejechane 40487.54 kilometrów w tym 13503.70 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 17.94 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 142558 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Yacek.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Październik, 2010

Dystans całkowity:594.70 km (w terenie 280.00 km; 47.08%)
Czas w ruchu:31:28
Średnia prędkość:18.90 km/h
Maksymalna prędkość:51.40 km/h
Suma podjazdów:3494 m
Liczba aktywności:6
Średnio na aktywność:99.12 km i 5h 14m
Więcej statystyk
  • DST 114.28km
  • Teren 45.00km
  • Czas 05:45
  • VAVG 19.87km/h
  • VMAX 44.70km/h
  • Podjazdy 464m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Cielętniki

Sobota, 30 października 2010 · dodano: 30.10.2010 | Komentarze 3

Wybrałem się dzisiaj zapalić znicze na grobie mojej prababci, która pochowana jest w Cielętnikach. Słoneczko dawało czadu więc jazda była czystą przyjemnością. Sporo jechałem lasami, trochę odkrytymi terenami, poznałem kilka nowych dla mnie dróżek. Przekonałem się też, że na lokalnych drogach stan asfaltu często jest lepszy niż na wojewódzkich czy krajowych. Dzieje się naprawdę sporo. A dodatkowo nie dość, że drogi coraz lepsze to ruch na nich minimalny albo nawet żaden. W okolicach Michałopola prześlicznie - pola, łąki i lasy. I drewniany most - nie ma takich już wiele. Z Chmielarzy przez las jechałem do Łuszczyna. Droga bardzo piaszczysta. Było ciężko. Potem zdecydowanie lepiej. Świetnym asfaltem dotarłem do Mstowa. Nad Wartą rzeźby w topoli a po drugiej stronie rzeki obok Skały Miłości trwa w najlepsze budowa ścieżki. Zastanawiałem się dokąd będzie prowadzić. Pojechałem nią kawałek i okazało się, że znalazłem się nad fajnym zbiornikiem z pomostem, altankami. Prace jeszcze trochę potrwają ale robi to wrażenie. Potem już tradycyjnie lasami do domu.



W rezerwacie Wielki Las © Yacek


Po liściach jedzie się super © Yacek


W Cielętnikach © Yacek


Wiercica (wcześniej wpadła do Warty) potem znowu postanowiła płynąć oddzielnie © Yacek


We Mstowie nad Wartą © Yacek


Plac budowy we Mstowie © Yacek


Ten sam plac budowy © Yacek


Skała miłości - Mstów © Yacek




  • DST 168.15km
  • Teren 45.00km
  • Czas 08:00
  • VAVG 21.02km/h
  • VMAX 40.70km/h
  • Podjazdy 643m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rudy Raciborskie

Niedziela, 24 października 2010 · dodano: 24.10.2010 | Komentarze 3

Wizyta w opactwie cysterskim. Rano wraz z kolegą outsiderem jedziemy pociągiem do Gliwic. Tam zaczyna się nasza dzisiejsza wycieczka. Kilka lat temu większą grupą odwiedziliśmy Opactwo Cystersów w Rudach Raciborskich. Dzisiaj postanowiliśmy zawitać tam ponownie, sprawdzić czy coś się zmieniło. Szybko opuszczamy Gliwice. Jedziemy czerwonym szlakiem rowerowym, który oczywiście gdzieś po drodze gubimy. Ponieważ wcześniej przygotowałem sobie ślad jedziemy właśnie nim. A że prowadzi nas od czasu do czasu totalnymi wertepami. Cóż - my to lubimy. Po pobieżnej lustracji klasztoru stwierdzamy, że zmiany są wyraźnie widoczne. Kilka lat temu wyremontowany był tylko kościół. Teraz znaczna część klasztoru prezentuje się równie okazale. Tu zaczyna się też droga powrotna bo zdecydowaliśmy się jechać rowerami do domu. Najpierw piękna, choć trochę nudna droga przez las (te długie proste odcinki), potem trochę jazdy typowymi leśnyi scieżynkami. W pewnym momencie drogę przecina nam wataha dzików. Nawet nie zdążyliśmy wyjąć aparatu. W Rachowicach oglądamy ładny murowano - drewniany kościółek z przełomu XV/XVI wieku. Potem przez Taciszów jedziemy do Pławniowic. Jest tam przepiękny zespół parkowo - pałacowy. Chwilę oglądamy, pokonujemy Kanał Gliwicki i terenem jedziemy do Paczyny. Kolejny cel to Brynek. I tam warto obejrzeć ciekawy pałac. Oczywiście oglądamy i przez Mikołeskę jedziemy do Kalet. Do domu coraz bliżej. Tu znowu przez las do Strzebinia a stamtąd przez Łazy, Babienicę, Rudnik Mały do Młynka. Tu się rozstajemy. Outsider jedzie do Częstochowy, ja do siebie. Do domu wracamy jeszcze przed zachodem słońca.
W takich okolicznościach przyrody jeździ się rewelacyjnie. Te piękne żółte i pomarańczowe liście nastrajają bardzo optymistycznie. Słonko co prawda dzisiaj nie pokazało się wcale (ani jednego promyka na całej naszej trasie) ale i tak było ciepło. Spotykaliśmy też naprawdę dużo rowerzystów. Zresztą przy takiej pogodzie dziwić się nie należy.




Outsider i ja w drodze do Rud Raciborskich © Yacek


Opactwo Cystersów w Rudach Raciborskich © Yacek


Nad stawem obok klasztoru © Yacek


Kościół w Rachowicach © Yacek


Pałac w Pławniowicach © Yacek


Pałac w Pławniowicach © Yacek


Pałac w Brynku (obecnie internat) © Yacek


Herb nad wejściem do pałacu © Yacek




  • DST 49.37km
  • Teren 30.00km
  • Czas 02:47
  • VAVG 17.74km/h
  • VMAX 46.10km/h
  • Podjazdy 277m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Po jabłka

Niedziela, 17 października 2010 · dodano: 17.10.2010 | Komentarze 2

Po jabłka. Jest takie miejsce, w które warto pojechać jesienią. Dlaczego? Bo są tam dojrzewające jabłka i właśnie po nie dzisiaj wyruszyłem. Zapakowałem do plecaka ile wlazło, dodatkowo do kieszeni wcisnąłem trochę śliwek i hajda w drogę powrotną. Najpierw jednak przez piękny las, wśród przepięknie przebarwionych buków. To są właśnie uroki jesieni. Kręciłem sobie pomalutku rozglądając się dokoła. Zdecydowanie najpiękniejsze są teraz dęby i buki. Po wyjeździe na asfalt spotkałem w Olsztynie outsidera. Tym razem z rodziną. Potem ruszyłem w kierunku Kusiąt. Po drodze do Małus, mała, nieplanowana rundka. Wreszcie sady. Powłóczyłem się trochę po terenie bo miejsce ma swoisty urok i wertepami wyjechałem w Gąszczyku. O mało nie przejechałem też pieska i, przy okazji, panią, która rzuciła się go ratować. Na szczęście zdążyłem wyhamować choć kilka "miłych" słów byłem zmuszony wysłuchać. Dalej już bezproblemowo lasami dotarłem do Słowika a stamtąd do domu.



Pyszne jabłuszka © Yacek


Dęby © Yacek


A to buki © Yacek


Sokole Góry © Yacek




  • DST 82.76km
  • Teren 30.00km
  • Czas 04:27
  • VAVG 18.60km/h
  • VMAX 44.70km/h
  • Podjazdy 368m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

A co będę siedział w domu

Sobota, 16 października 2010 · dodano: 16.10.2010 | Komentarze 1

A co będę siedział w domu...tak sobie właśnie dzisiaj pomyślałem, po czym wsiadłem na rower i pojechałem. Nie wiedziałem dokąd. Ot tak byle niezbyt daleko od domu bo nie chciało mi się za długo kręcić. Najpierw skierowałem się w stronę Częstochowy. Jechało się rewelacyjnie. Wiatr w plecy - żyć nie umierać. Oczywiście do Czewy nie dojechałem bo to nie dla mnie, zrobiłem szeroki łuk i pojechałem na południe. Tu już było gorzej bo wiało centralnie w twarz. Na duchu podtrzymywały mnie tylko piękne barwy jesieni. Szczególnie pięknie prezentowały się dęby w swych pomarańczowo - czerwonych barwach. A uroku dodawały im jeszcze mocno zielone sosny. W Czarnym Lesie przepięknie wyglądał park wokół hotelu. Po dojeździe do Gniazdowa podjechałem pod kościół mariawitów. Pstrykałem fotki gdy podeszła do mnie starsza pani i zaproponowała zwiedzanie. Nie skorzystałem ponieważ byłem już wielokrotnie w środku ale polecam każdemu. Naprawdę warto tam zajrzeć. Kościół zbudowano na początku XX wieku a społeczność Mariawitów jest w okolicy dość licznie reprezentowana. Przez pola dotarłem do Wojsławic. Potem do Koziegłów. Trochę kręcąc się tu i tam przez okolice zbiornika porajskiego dotarłem do domu.



W barwach jesieni - Zawisna © Yacek


W barwach jesieni - okolice Niegolewki © Yacek


W drodze do Zawady © Yacek


Kościół Mariawitów w Gniazdowie © Yacek


Wrzosowisko - Zawisna © Yacek




  • DST 90.86km
  • Teren 65.00km
  • Czas 05:05
  • VAVG 17.87km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Podjazdy 791m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na Górę Zborów

Sobota, 9 października 2010 · dodano: 09.10.2010 | Komentarze 3

Tym razem postanowiłem przejechać się do rezerwatu przyrody nieożywionej "Góra Zborów". Zresztą "postanowiłem" to trochę za mocne słowo bo trasa wycieczki krystalizowała się na bieżąco. Po przejechaniu jakiegoś fragmentu zastanawiałem się dokąd teraz. I tak "tłukąc się" różnymi, najczęściej kiepskiej jakości dróżkami, dotarłem do Kępiny. Tam wybrałem sobie ścieżkę, po której jeszcze nie miałem przyjemności jechać. Lepiej się wpakować nie mogłem. Fragmentami błoto niesamowite, piachu mnóstwo, wertepy totalne. Po drodze mijam niezamieszkałe siedlisko. W Wysokiej Lelowskiej też nie pojechałem asfaltem tylko równoległą do niego ścieżką, którą w najlepsze płynęła sobie woda. A że miałem cały czas z górki ... . W Żarkach o włos uniknąłem bliskiego spotkania z samochodem. Gostkowi się śpieszyło więc hajda na trzeciego. Kląłem jak szewc bo wyprzedził mnie dosłownie na centymetry. Ciekawe czy słyszał kiedykolwiek o konieczności zachowania bezpiecznego odstępu. Z Żarek szutrówką przez pola, cały czas z górki. I znowu płynie dróżką strumyczek. A ja znowu nie zwalniam nadmiernie. Oj chlapało, chlapało. Oczywiście na mnie. W Rachwalcu postanowiłem wjechać do wąwozu o tej samej nazwie. Coś niesamowitego. Byłem urzeczony jego urokiem. A ile się nachodziłem z rowerem po krzakach. Kiedy miałem już dość wyjechałem na wzgórze nad Jaworznikiem i tam zrobiłem sobie dłuższą przerwę. Słoneczko przygrzewało, wiatru się za bardzo nie czuło a widoczki dookoła że hej! Potem w dół i przez Kotowice na cmentarz pierwszowojenny. Wreszcie wzdłuż CMK-i do Rzędkowic, odwiedzić tamtejsze skałki. Ludzi ogrom, szczególnie wspinających się. Nie dziwię się im, bo miejsce jest szczególne. Zaskakuje swoją urodą. Jadę zielonym szlakiem pieszym. Jest ciężko bo miejscami zawalony drzewami. Na szczęście tylko w kilku miejscach trzeba zejść z roweru. Potem na Górę Zborów. Częściowo wjeżdżam, częściowo wprowadzam. Kiedyś wjeżdżałem prawie całość. Teraz pokładli poprzeczne belki i wjechać się nie da. Wycięto też sporo lasu odsłaniając skałki. Ze szczytu w dół lasem nad zalew w Kostkowicach. Szybko przejeżdżam obok zamków w Bobolicach i Mirowie (za dużo stonki) i kieruję się do Łutowca. Taka mała, klimatyczna wioska. Niestety ostatnio sporo traci z tego swojego klimatu. Na szczęście jeszcze nie doprowadzili asfaltu od strony Mirowa stąd "stonka" zagląda tam rzadko. Ja przez Podgaj i obok pustelni w Czatachowej jadę do Przybynowa. Potem w Zaborzu zerkam na zalew wypełniony wodą. Przez Dębowiec i las wracam do domu.



Aleja brzozowa © Yacek


Skałki rzędkowickie © Yacek


Na Górze Zborów © Yacek


Cmentarz pierwszowojenny w Kotowicach © Yacek


Rozlewiska Białki © Yacek


Między Jaroszowem i Przybynowem © Yacek


Aleja lipowa W Choroniu © Yacek


Info o alei i dworku szlacheckim w Choroniu © Yacek


Zalew w Zaborzu © Yacek


W Wąwozie Rachwalec © Yacek


Na Górze Zborow © Yacek


Skałki rzędkowickie © Yacek


I znowu skałki rzędkowickie © Yacek


Góra Zborów © Yacek


"Samul" - Zawodzie © Yacek




  • DST 89.28km
  • Teren 65.00km
  • Czas 05:24
  • VAVG 16.53km/h
  • VMAX 46.89km/h
  • Podjazdy 951m
  • Sprzęt Author Basic 2004
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na Próg Lelowski

Sobota, 2 października 2010 · dodano: 02.10.2010 | Komentarze 0

Próg Lelowski! Wielokrotnie już jeździłem po wschodnich obrzeżach Jury a ciągle nie mam dosyć. Co prawda już dość dawno mnie tam nie było ale tym razem postanowiłem wrócić do korzeni i pojeździć polami, łąkami, szutrami i wszędzie gdzie się da. Cel - unikanie asfaltu za wszelką cenę. To z kolei skutkowało jazdą po błocie. To w ogóle jest teren z charakterystyczną lessową glinką, która ma tę właściwość, że po deszczu staje się niesamowicie śliska i jeśli nie zapanujemy nad rowerem to jedziemy nie tam gdzie chcemy ale tam gdzie nas "poniesie". Jeśli doliczymy do tego dużo luźnego kamienia to mamy kapitalną mieszankę. W sam raz na rower. I właśnie dzisiaj po ostatnich deszczach było tam naprawdę niebezpiecznie. Jak ja to lubię! W Mzurowie nieźle się wpakowałem. Zjeżdżałem z duszą na ramieniu. Kilka razy byłbym leżał, ale na szczęście nie mogłem dzisiaj narzekać. Zawiodło mnie dzisiaj tylko raz - gdy dróżka, którą wybrałem wyprowadziła mnie na szczyt wzniesienia i tam w najlepsze się skończyła. Dookoła orne pola, wejście grozi taplaniem się w błocie po kolana. Prowadzę więc chwilę miedzą a potem siadam i po stromej łące zjeżdżam w dół, wiele ryzykując. A z dołu moje wyczyny obserwuje gość. Potem stwierdził, że on by tak nie ryzykował. Cóż on nie ale ja to nie on. Potem musiałem kawałek podjechać asfaltem. Na górze podziwiałem otaczające mnie widoki. Jest tam na co popatrzeć. Te falujące szachownice pól na tle licznych lasów robią wrażenie. Rower czasami odmawiał posłuszeństwa, hamulce zawodziły, koła przy bardziej stromych podjazdach się ślizgały. Było naprawdę ciężko ... ale o to właśnie mi chodziło. Dać sobie solidnie w kość. Plan udało się zrealizować.



W okolicach Mzurowa © Yacek


Wiercica w Złotym Potoku © Yacek


W polach koło Dąbrowna © Yacek


Brama Twardowskiego © Yacek